WSZYSTKO, CO CHCIELIBYŚCIE O MNIE WIEDZIEĆ,
ALE BALIŚCIE SIĘ ZAPYTAĆ
(prawie wszystko, podobno nic tak nie plami kobiety, jak atrament)

   Być Sybarytką wcale nie jest łatwo, ale to pomaga znieść dyktando dwoistej natury. 

     Czasem (za często?) żyję na granicy snu. A potem budzę się (tak się rozwija kwiat chińskiej herbaty w szklanym imbryku) pośród gości, przy stole, w rozmowie, pobrzękiwaniu sztućców i kieliszków z winem. By, kiedy już nad ranem stół sprzątnięty, a w ciszy słychać tylko szum zmywarki, znów zwijać się w sobie.      

 Odżywam, kiedy zimą poczuję powiew morza, woń cytrusowych kwiatów, korzennych aromatów, by znów zapaść się i, jak niedźwiedź, przespać chłody i mroki północy.  Śniąc dwugłos muezinów w Jaffie.  

       I znów krew krąży szybciej, kiedy pora wziąć psa i ruszyć, przejechać wiele, czasem tysiące kilometrów. Wtedy obie jesteśmy szczęśliwe, bo i obie wiemy, że na końcu każdej drogi jest otwieranie okiennic kamiennego domu, łyk Chianti, albo skok ze skały w toń, chrupiąca sycylijska bułka, cała w sezamie, z pieca opalanego drewnem oliwnym i cytrynowym, czy aromat leśnego igliwia, mchu i grzybów, cichy plusk jeziora - zachwyty. 

   Nowe miejsca oswajam od spaceru po mieście, rozpoznawania zapachów, słuchania gwaru ulicy, podglądania jak inni robią sprawunki, chodzą po parku z psem, odbierają dzieci ze szkoły, od obserwowania zza gazety kawiarnianych gości, przechodniów. Muzea? Będą potem.

     Równowagę  między wczoraj a dziś zachowuję przekładając ostrożnie kolejne, czasem niezdarnie przed wiekami zapisane karty. Wtedy zaciągam się zapachem nieco zmurszałego papieru i czuję  jak odżywa i mówi zapomniane. 

  Chłonąć świat zmysłami - wdychać, smakować, obserwować, słuchać - tego nigdy nie mam dość.​ 

      W sumie nie tak źle było urodzić się... SybaRitą.  

               

Peperoneblog Małgorzata Buttitta

Warsaw Poland 2017 

© Peperoneblog  peperoneblog@gmail.com

  • Black Facebook Icon