Dzyndzałki a sprawa polska 

      Razu pewnego w Dobrym Mieście, probując kolejnej konkursowej warmińskiej potrawy, natknęłam się na miłego, acz egzotycznego kucharza i jego cukinie nadziewane. Jako że danie to znam, przez co kojarzyło mi się raczej z rodzinnymi stronami kucharza niż z Warmią, zapytałam: co czyni tę potrawę warmińską? - A, bo ja nie dałem do niej kuminu - wyjaśnił.  

      No własnie. A co sprawia, że dzyndzałki, dzybdzałki, dzybdzaliki, nazwy których starzy Warmiacy i Mazurzy nie znali sprawia, że są one warmińskie, czy mazurskie? Wszak jak i wielu tak modnych dziś potraw (wereszczaki, farszynki, karmuszka) próżno ich szukać w przedwojennych źródłach nawiązujących do tradycji kulinarnych Warmii i Mazur.

      Próżno tym bardziej zagłębiać się w meandrach archaicznych obyczajów Warmii i Mazur, bo to zupełnie inna, powojenna historia. Ale za to z wielowiekową tradycją kołdunów w tle.

      Dlatego, chcąc pojąć nieco zagadnienie, musimy jedynie polegać na ludzkiej pamięci oraz na wiedzy, która zaczyna się wraz z końcem wojny. Co i tak oznacza, że to w domach na Warmii i Mazurach tradycja sięgająca już ponad 70 lat.  Bowiem to wtedy kołduny pod nazwą dzyndzałków, dzybdzalików, itd. chętnie przyjęto do kanonu powszechnych dań regionalnych, których już dziesięciolecia temu stały się nieodłącznym elementem składowym.

      Pierogi, jakie znamy dziś, dawniej jadano u Filiponów, starowierców, którzy uciekając z Rosji przynieśli na Mazury również kulinarne obyczaje. Pierogi czasami jadała naplywowa ludność z Mazowsza, ale żadne pierogi nie stanowiły pożywienia ani Warmiaków, ani Mazurów. Szukając materiałów do mojej "Niezapomnianej kuchni Warmii i Mazur" natknęłam się jedynie na "pyragas", jak nazwa wskazuje też z Litwy, też na terytorium Prus Wschodnich, ale to był rodzaj postnych, małych bliników.

          Tak więc dzyndzałki jako danie, pod względem kształtu i zawartości nie są niczym nowym. Przyjechały tu wraz z ludnością przesiedleńczą ze wschodu jako klasyczne kołduny, o takim samym kształcie, z takim samym mocno czosnkowym, soczystym farszem. Bowiem surowe mięso oraz to, co decydowało o charakterystycznym smaku: użycie do mięsa łoju oraz przypraw - czosnku oraz majeranku przesądza sprawę. Klasyczne dzyndzałki przypominają do złudzenia litewskie kołduny i do tego, podobnie jak kołduny, podaje się je często w rosole lub w barszczu. Zrobiły błyskawiczną karierę, tak w domach, jak i barach, czy restauracjach. Z jednej strony te ekspansywne pierogi może i wyparły inne, tutejsze dania, nie lubiane, bo "poniemieckie", więc z natury wrogie. Ale z drugiej? W sumie lokalną kulturę kulinarną urozmaiciły, wzbogaciły. Poszukiwania dawnych smaków też nie uniemożliwiły, bo w kartach lokali z regionalną kuchnią dzyndzałki figurują obok wschodniopruskiej kartoflanki, kiełbasy w piwie, czy nawet - rzadko, a szkoda! - klopsów królewieckich. Ot, taki znak czasów to przenikanie kultur, również w kulinariach.    

          W zetknięciu z tutejszą powojenną kulturą, z napływem obyczajów z całego kraju oraz mniejszości ukraińskiej, dzyndzałki zaczęły ewoluować, zmieniał się ich kształt i farsz, aż wreszcie dziś najczęściej są odmianą wszelkich pierogów, wręcz ich synonimem, często z nadzieniem z hreczki (gryczanym), co też potwierdza ich wschodnie pochodzenie. . Łączy obie wersje to, że są kraszone skrzeczkami, czyli warmińsko-mazurskimi skwarkami.  

      Powiem więcej: od wielu już lat obserwujemy podział dzyndzałki vel pierogi warmińskie oraz mazurskie. Czym się różnią? Farszem właśnie. Bo podczas gdy na Warmii rozpowszechnił się zwyczaj dzyndzałków z hreczką, to na Mazurach utrwaliły się dzyndzałki z mięsem.

      Dziś dzyndzałki na równi z innymi pierogami kochają wszyscy, i miejscowi i przyjezdni. I, reasumując, śmiało dziś można stwierdzić, iż dzyndzałki, jak wiele innych potraw implementowanych ze wschodu, czy też z innych regionów, mają swój udział w tworzeniu swoistej kuchni fusion, jaką stała się po wojnie kuchnia Warmii i Mazur. Żaden dawny kucharz nie mógłby się takiego fusion spodziewać !  

      W końcu dzyndzałki znalazły należne im miejsce w Wikipedii. Również wciąż głodne smaków i wrażeń blogerki nie pozostają bierne i też dołączają swoje świadectwo.  I słusznie, wszak od lat żaden festiwal, festyn czy konkursy kulinarny nie może bez dzyndzałków obejść.

  • Black Facebook Icon

Warsaw Poland 2017 

© Peperoneblog  peperoneblog@gmail.com